15 kwietnia 2024

W i e k

Ile masz lat Kochana koleżanka pyta

Ciekawość myślę może zwykła niewiedza

Zdradziłam przecież liczba nie jest skryta

Jednak w kompleksy wpędza.


Wiek to liczba tylko w głowie siedzi

Za bardzo się nią nie przejmuję

Znajoma o swej liczbie niewyraźnie coś cedzi

Pytana o wiek parę lat sobie odejmuje.


Wszystko zależy kto i jak na nas patrzy

Czy widzi nas młodszą czy starszą nieistotne

Na samą myśl jedna z drugą aż drży

A przecież wiek to pojęcie tak ulotne.


Nie ma potrzeby wieku ukrywać

Ważne jak się dzisiaj czuję

Szkoda czasu się męczyć i tak starać

Niepotrzebnie płeć nasza z wiekiem się biczuje.


Dla jednego brzydula dla innego cud świata

Każdy swoje ma kryterium postrzegania

Nie kłamie tylko urodzenia data

Niczego już nie musi i do udawania nie nakłania.


Na upływ czasu wpływu nie mamy

Wygląd stary czy młody co to za różnica

Bądź młoda Duchem nie patrz na zmiany

Mrzonka o młodości czyniona po próżnicy. 

8 kwietnia 2024

W i e c z ó r

Cisza, zdaje się tą chwilą tajemną i ponurą

Jak przed burzą, gdy niebo zakrywa się chmurą

Ciemną i ciężką dając znak światu,

Że oto nadchodzi groza niespotykanego formatu.

Wydaje się, że zaraz z nieba jasny grom świśnie

I że tuż za nim jedna z błyskawic błyśnie,

Ale nie, zajaśniało coś w dali na horyzoncie,

Potem drugi raz i trzeci, tuż przy lasu froncie

I rozbłysło się po niebie barwą złotych promieni

Cudownych, ludzie stali i patrzyli zadziwieni

Widokiem, zasiedli w miejscach wyłożonych murawą

Urzeczeni siłą Natury, jej zaskakującą postawą.


Cisza, zdaje się, że całe niebo zaczyna się zniżać

Do ziemi, a czarowna chwila zaczyna się wydłużać,

Aż jedno i drugie skryło się za zasłoną ciemną

Jak para kochanków, rozpoczynająca grę tajemną.

Nagle do uszu słuchacza dochodzą dziwne szmery i dźwięki,

Jakieś dalekie i bliskie odgłosy, nieznane jęki i kwęki.

Ucho ludzkie zaczyna rozróżniać tysiąc leśnych gwarów,

Lot owadów, chrzęst gałązek, a nawet bzyczenie komarów.

Szum liści, musze szmery, a nieopodal kwietnej łąki

Wzięły się ostro za łby dwa czarne tłuste bąki.

Wieczorny koncert w parku ogłoszono jako rozpoczęty,

W taki oto sposób jego mieszkańcy stroją swoje instrumenty.


Mrok coraz bardziej swą czernią spowijał okolicę,

Latarnie zaczęły blado oświetlać przyparkowe ulice,

Zazdrosny księżyc swoją srebrną latarnię zapalił

I wypłynął zza drzew i ziemię swą poświatą ogarnął.

Tak oto niebo z ziemią objąwszy się w ramiona

Trwają w uścisku blaskiem księżyca posrebrzone.

A tuż za nim jedna gwiazda, potem jeszcze druga

Mignęła, a za nimi już i milion gwiazd na niebie mruga.

Nadano im imiona, przyznano wielkie znaczenia

By wędrowiec uniknął na ziemi i na morzu błądzenia.

Bo znając na pamięć imię każdej gwiazdy

Mógł wskazywać palcem cel podróży i drogę ich jazdy. 


Nagle kolejna rozbłysła niczym kometa wielka

Zaczęła sunąć po niebie jak po szybie deszczu kropelka.

Zaczepiała inne tworząc z nich jakby klucz ptaków

I leciały nie bacząc, że tworzą nową linię szlaków.

Widok niespotykany, w niejedną historię się wpisywał,

Ten wie, kto często nocami w parku przebywał.

Tymczasem wieczór w głęboką noc się zmienił

Chłód swą ostrością siedzących jak batem zdzielił.

Wiatr wzmagał się, napędzał ciężkie od deszczu chmury

Każdy z mieszkańców parku chował się jak mysz do dziury.

Skończył się ciepły wieczór, nawet gwiazdy znikły z nieba

Pod ciężarem kropli zaczęła wilgotnieć gleba.


Cisza nocna tajemnie i ponuro opanowała świat cały

Zgasły gwiazdy i latarnie, tylko liście drzew drżały

Gdzieniegdzie, chłodnym letnim wiatrem poruszane

Leniwie szumiąc jakby na coś nadąsane.

Wraz z wiatrem kolejna chmura nadpływa wilgotna

Zapowiadając, że noc będzie dzisiaj chłodna i słotna.

Lecz po każdej burzy słońce wschodzi niezmiennie

I zaczyna dzień kolejny jak zawsze promiennie.

A po dniu gorącym wieczór znowu otuli świat chłodem

I znowu Natura obdarzy nas ciekawych zdarzeń korowodem.

Był i gwar wieczorny i chwila ciszy, taka, aż powietrze stało

Spięte i dziwnie milczące, jakby na coś nowego czekało. 

29 marca 2024

Ś W I Ę T A WIELKANOCNE



               DZIELĄC SIĘ JAJECZKIEM 

             PRZY ŚWIĄTECZNYM STOLE              ZASTANÓWMY SIĘ KOCHANI 

                       PRZEZ CHWILĘ: 

           CO JEST NAJWAŻNIEJSZE NA  TYM ŚWIECIE? 

       ŻYCZĘ WAM I WASZYM RODZINOM: 

MIŁOŚCI – ALE DO BLIŹNIEGO 

    WIARY – ALE BEZGRANICZNEJ 

    SERCA – OTWARTEGO I NASTROJU...                           DUCHEM ŚWIĄT PEŁNEGO. 


WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI! 

21 marca 2024

Interview

On do niej woła ona go unika

Zaklina zapewnia słowo się wymyka

Chce z nią uczucia swe wiecznie podzielać

Chce, swoją duszę w jej duszę przelać.


Słów nie potrzeba uczucia rozdrabniają

Bywa że czasem drugą stronę zniechęcają

Bywa że nim jej serce swą treścią dościgną

Wietrzeją, w pół zdania jak lawa stygną.


On woła że kocha ona smutna i gniewna

On mówi wyraża miłość melodią śpiewną

Leci jak w letargu nie widząc sposobu

By dotrzeć do niej, czuje nie uniknie grobu.


Zmęczył usta i język bez potrzeby używał

Czy na pewno chciała by u niej bywał?

Czy dobrze robił kochając dni i lata

Zapewniając, że będzie tak do końca świata?


Ona nieczuła jak zaklęta w głaz Niobe

Chce mnie poddać kolejnej probie

A on rozmawiać chciał z nią serca biciem

Otwarcie, a nie tylko wzdychać skrycie.


Chętnie złączyłby usta swe z jej ustami

O miłości zapewniał pomiędzy całowaniami

Chętnie los swój złączyłby z jej losem

Och.. jego słowa nie są czczym patosem.


Ona zwiesza głowę i w dal długo patrzy

Dla niej to niepotrzebny teatrzyk

Kocha innego tak wyznać to trudno 

Bo, nie chce w jego oczach wyjść na obłudną.


A może zdoła obydwu pokochać

Serce ma pojemne zatem po co szlochać

Mówi mu co myśli ten z radości klęka

Mój Boże... skończyła się męka! 

19 marca 2024

B u r z a

Noc ciemna deszczem zwilżona

Niebo błyska strzałami błyskawic

Dusza człowieka grzechami obciążona

Płacze, całe jego życie na nic.


Związany powrozami sumienia

Chyli czoło przed dziwem natury

Ciało nie ucieka od drżenia

Statek pęka aż lecą wióry.


W oddali świat śpiewa dźwiękami

Wciskają się w każdą szczelinę

Drewno trzeszczy swoimi jękami

Wiatr w trzewiach natury wyje.


Wtem człek unosi głowę

Oczami ratunku szuka

Deszcz topi dobytku połowę

Coś w szybę okna stuka.


Świat od burzy śpiewu oszalał

Wciągnął się w ten cały zamęt

Blady księżyc na to pozwala

I nie zważa na ludzki lament.


Wtem ucho łowi ton nieznany

Człek skupia się i się nie myli

To głos kobiety z gromem zmieszany

Śpiewa pieśń tym co jeszcze żyli.


Pieśń o miłości niesie się echem

Treścią wśród gromów uwodzi

Chór innych zanosi się śmiechem

Zlewa się z grozą powodzi.


Syrena śpiewa wiatr pod oknem wyje

Człowiek zatraca się w rytmach

Żono kochana czy ja przeżyję

Czy w domu naszym stanę drzwiach?


Syrena śpiewa a Odys się łudzi

Ostatkiem sił znosi kuszenie

Tyle się w życiu natrudził

Zagubił rodzinne korzenie.


Nie słucha ni głosu ni burzy

W rytm pieśni kipielą popłynie

W ramionach żony się znów zanurzy

Na nowo miłości odkryje świątynię. 

18 marca 2024

Nie pytaj

Nie pytaj bo ci nie odpowiem

Nie teraz ani za chwilę

Może nawet jutro

Albo pojutrze.


Pójdę do parku i tam rozpowiem

Ptakom drzewom i tyle

Wynucę to zgrabną nutką

I porzucę na wietrze.


Nie pytaj bo i tak się dowiesz

Że kocham cię jak wariatka

Może nawet jak poetka

Której czasem słów brakuje.


Nie pytam a ty nie odpowiesz

Na nie zadane pytanie

Nie pytam bo wiem

Co czujesz.


Dzień taki dzisiaj piękny

Pachnie wiosną

Zaproś mnie na spacer

A tam może ci powiem.


Zobaczę twój wzrok tęskny

Poczujemy swoją bliskość

Weźmiemy się za ręce

Jak dzieci i bez pytań

 

Znowu wejdziemy w szczęście. 

15 marca 2024

P a p u s z a

Drobna i delikatna

Jak mgiełka

Błądząc gdzieś myślami

Przekraczała horyzonty świata

Jej uśmiech tajemniczy

Był obietnicą czegoś.


Zawsze nieobecna

Ze wzrokiem utkwionym

Tam

Gdzie sięgała wyobraźnią

Słowem

Którym czarowała świat.


Piękna laleczka

Z upiętymi warkoczami

Wokół głowy

Złote kolczyki

Na szyi czerwone korale

Romska piękność.


Czarno - biała fotografia

Nie oddaje urody

Cudownym śpiewnym głosem

Recytuje swoje wiersze

Ona ponadczasowa

Żyjąca w swoim świecie. 


Poetka dla której świat

Był muzyką

Do której układała słowa

Niedoceniana przez swoich

Pokochana przez poetów

Wyrosła na gwiazdę.


Gdy zabrakło nieba nad głową

Im bardziej pragnęła wolności

Z bólu serca

I z czystej tęsknoty

Tworzyła coraz lepsze wiersze

Z czasem wena wygasa.


Odeszła cygańska poetka

Ale zostawiła światu 

Trwały piękny ślad po sobie

To było Jej marzenie

Marzenie samouka

Dziękuję Papuszo.


Dziękuję... 

7 marca 2024

Ż y c z e n i e mężczyzny

Kobiety mojego życia muszą być różnorakie

Bo muszę mieć wybór, więc takie, siakie i owakie.

Najlepiej, by na moje życzenie zmieniały się

Raz miały oczy takie, a do nich fryzury wszelakie.

Takie, by wszystko grało, a gdy kiwnę palcem

W mig mają mnie pocieszać, gdy jestem nie w humorze,

Bo przecież tak ciężko na nie w pracy orzę.

Mają mieć piękne buzie, niepowtarzalnej urody i

Piękne sylwetki, a na nich stroje zgodne z kanonem mody.

Niech mi dzieci rodzą, wszak przedłużają życie

I niech jak pierwsza lepsza będą, spełniając moje każde

Życzenia, żony, narzeczone i kochanki, które skrycie

Jedną przed drugą kocham, a one naiwne mają wierzyć.

Są słabe, nie szkodzi, uniosą jak trzeba ciężar moich wymagań,

Bo od tego są i ważne, żeby były wciąż młode

I umiały tak samo z wdziękiem trzymać i młotek 

I kieliszek najlepszego wina, a jak mają słabą głowę

Też nie szkodzi, ja o wszystko zadbam, taki ze mnie drań.

Mają być mi wierne i moje, jak długo mi się to podoba

Wszak każda kobieta, to prawdziwego mężczyzny ozdoba.

Na dobre i na złe, zmęczone czy nie, po to je brałem.

Już idziesz? 

                     Nie uciekaj! 

                                            Zostańńń...

                                                                   ... ja tylko żartowałem... 

28 lutego 2024

W i e l k a

Uformowała Ją wojna

w którą została uwikłana

w to doświadczenie strojna

odkrywając paradoks życia

pisała historie rymami składane.


Ucząc się świata na nowo

wiedzę jak łup potraktowała

próbowała gotować recepty zdrowe

z wątków cierpienia i pragnienia

z bólem swój ból wyrażała.


Jej twórczość dojrzałością uderza

intelekt kopie życia kruszył

niepokój w jednym kierunku zmierzał

z humorem zapewniając dystans

i budując z nich pewną arkę przymierza.


Myślicielką była nad ludzką naturą

demaskatorką grozy i bezsensu

całe zło instynktownie pod skórą

czuła przykrywając je chmurą

mądrych wartości żartu.


Poezja w prozie czy wiersz felieton

stały się Jej w filozofii dyskursem 

te wersy nie każdy mógł ogarnąć beton

musiał pomyśleć by potem z trudem

odgadnąć co autorka miała na myśli.


Trzeba namysłu by Jej rymy zrozumieć

ograniczenia swe szlifować by przeżyć

by słów każde rymy mogły słodko szumieć

i odgłosy wszechświata móc zmierzyć

tak by wszystko i całość nie okazały się przypadkiem.


Wyobraźnia Jej jest warunkowa

lecz boleśnie łączy się z prawdziwą wizją

rzeczywistości przed którą się chowa

byt mierzący się z życiem

uprzedzony że cud  życia nie jest hipokryzją.


Poetka to Wielka Dama wśród poetów

błahość i ważność traktująca na równi

z uwagą mimo że sporo tam sekretów

że mało czasu na ogarnięcie mamy

głębokiej życia studni.