30 kwietnia 2024

I n c y d e n t

Pewien Pan pewnej Pani

Pewnego dnia w parku

Publicznie arię zaśpiewał

Zachwycona publika brawo biła

Pan dalej śpiewał i śpiewał

Aż biedny z wysiłku omdlewał.


Łaskawa Pani wodę Panu podała

Zgrabną rączką do ust podsuwała

Z wdzięczności za dedykację

W hołdzie dla jej urody i sylwetki

Sama zmięszaną wielce była

Czasem tak mają brunetki.


Pan elegancko podziękował

Zgiął się w ukłonie przed Panią

Melonikiem machnął parę razy

Mrucząc grzecznościową frazę

I rzecz zakończył całusem w dłoń

Pani aż skryła spłonioną skroń.


Parę słów wystarczyło i uśmiech

By oboje państwo nieco wzruszeni

Udali się nieopodal do oranżerii

Na herbatę i konfiturę słodką

Gdzie mogli zabawić się rozmową

Która przebiegała jakże gładko.


Czas mijał Państwo sobą zajęci

Wyglądali razem tak pięknie

Jak z żurnala mody wyjęci

Zwracali na siebie innych uwagę

Nie zauważając wcale jaką wrzawę

Spowodowali i chwilową sławę.


Wstali z chęcią na krótki spacer

Osłonecznioną aleją róż

Pani przodem Pan za nią tuż

Podtrzymywał zręcznie za ramię

To akurat wypadało damie

Wszak tak spacerują Panowie i Panie.


Przechadzali się oboje dalej

Pani się uśmiechała słuchając

A Pan dalej śpiewał dla niej

Lecz dyskretniej co urocze było

I nikogo z obecnych już nie dziwiło

Że tak piękny obrazek jest ulotną dla widza chwilą. 

26 kwietnia 2024

Żartobliwa ballada o poranku

Ani wieczorem, a nawet rankiem wczesnym 

Wcale Go już nie widuję,

A czas ucieka, między palcami się pruje,

Ja cierpliwie wciąż Go oczekuję.


Tymczasem do Niego interesantów sznurek

Stoi pod wielkimi domu drzwiami,

Ja za Niego od nich biorę burę,

A On za ścianą flirtuje z trzpiotkami.


Po śniadaniu dzieci do szkół odprawiam,

Interesantów rozmową zabawiam,

Radio za ścianą za głośno gra,

Moje nerwy pękają w szwach.


A On, On dalej trzpiotkami zajęty,

Muzyka rozrywa świat na strzępy,

Interesanci u progu stoją

W wołaniu męża dwoją się i troją.


To nie poranek, to jakieś igrzyska,

Ś‌wiat do mnie krzyczy na różne sposoby,

Za oknem ciemnieją chmurzyska,

A mnie kompletnie odjęło mowy.


Interesanci już sobie dawno poszli

Wzburzeni na pana Męża.

Dość tego postanawiam wzniośle

I do rąk biorę postanowień oręża.


Idę, pukam do drzwi pokoju, 

A tam cisza jak zasiał makiem,

Nikogo, ani Jego ani żadnej dziewoi,

Tylko kot na fotelu zwany Cudakiem.


Ani wieczorem, ani nawet rankiem wczesnym

Gdzie podział się Mąż a nawet dzieci?

Czy to działa moja wyobraźnia bezkresna

O Rodzinie? Niech mnie ktoś wreszcie oświeci! 

24 kwietnia 2024

D z i e ń

W dzień wypełniony słońcem

Młode pszczoły krążą nad łąkowym kwieciem

Turysta wędruje górskim szlakiem

Dzieci bawią się na podwórku


Wróble ćwierkają na gałęziach

Gospodyni czerpie wiadrem wodę ze studni

W dzień wypełniony słońcem

Kobiety spacerują pod parasolkami


Bezdomny siedzi w swoim kartonie

Ulice tętnią gwarem ludzkim

Nieopodal zaułka stoi koń

Przechodzień obserwuje słońce


Aż po horyzont czyste niebo

Pan z Panią śmieją się do siebie

W dzień wypełniony słońcem

Zegar leniwie odmierza czas


Dopóki słońce świeci z góry

Dopóki wróbel ćwierka na rynnie

Dopóki dzieci są wesołe

Nikt nie myśli o końcu dnia


Tylko bezdomny mruczy coś pod nosem

Mruczy bo nie ma innego zajęcia

Powiada przewiązując sznurówki butów:

Dzień skończy się tak samo jak wczoraj. 

19 kwietnia 2024

O d d a n i e

Powierzam Tobie mnie całą

Zerwij mnie jak zrywasz liście

Może do tego przywyknę

I może Ciebie przeniknę?


Może się z Tobą oswoję

I ogarnę zachłannie całego

I powiem Ci coś miłego

Kochanie moje.


Obsyp mnie róż pąkami

Obdaruj pięknymi słowami

Oddałam Ci się cała

Nie jestem już taka nieśmiała.


Przywyknąć tylko nie umiem

Wybacz ogarnę się i zrozumiem

Że to co mi powierzysz

Na wieki do mnie należy.


Zapewniam, już się nie boję

Kochanie moje! 

15 kwietnia 2024

W i e k

Ile masz lat Kochana koleżanka pyta

Ciekawość myślę może zwykła niewiedza

Zdradziłam przecież liczba nie jest skryta

Jednak w kompleksy wpędza.


Wiek to liczba tylko w głowie siedzi

Za bardzo się nią nie przejmuję

Znajoma o swej liczbie niewyraźnie coś cedzi

Pytana o wiek parę lat sobie odejmuje.


Wszystko zależy kto i jak na nas patrzy

Czy widzi nas młodszą czy starszą nieistotne

Na samą myśl jedna z drugą aż drży

A przecież wiek to pojęcie tak ulotne.


Nie ma potrzeby wieku ukrywać

Ważne jak się dzisiaj czuję

Szkoda czasu się męczyć i tak starać

Niepotrzebnie płeć nasza z wiekiem się biczuje.


Dla jednego brzydula dla innego cud świata

Każdy swoje ma kryterium postrzegania

Nie kłamie tylko urodzenia data

Niczego już nie musi i do udawania nie nakłania.


Na upływ czasu wpływu nie mamy

Wygląd stary czy młody co to za różnica

Bądź młoda Duchem nie patrz na zmiany

Mrzonka o młodości czyniona po próżnicy. 

8 kwietnia 2024

W i e c z ó r

Cisza, zdaje się tą chwilą tajemną i ponurą

Jak przed burzą, gdy niebo zakrywa się chmurą

Ciemną i ciężką dając znak światu,

Że oto nadchodzi groza niespotykanego formatu.

Wydaje się, że zaraz z nieba jasny grom świśnie

I że tuż za nim jedna z błyskawic błyśnie,

Ale nie, zajaśniało coś w dali na horyzoncie,

Potem drugi raz i trzeci, tuż przy lasu froncie

I rozbłysło się po niebie barwą złotych promieni

Cudownych, ludzie stali i patrzyli zadziwieni

Widokiem, zasiedli w miejscach wyłożonych murawą

Urzeczeni siłą Natury, jej zaskakującą postawą.


Cisza, zdaje się, że całe niebo zaczyna się zniżać

Do ziemi, a czarowna chwila zaczyna się wydłużać,

Aż jedno i drugie skryło się za zasłoną ciemną

Jak para kochanków, rozpoczynająca grę tajemną.

Nagle do uszu słuchacza dochodzą dziwne szmery i dźwięki,

Jakieś dalekie i bliskie odgłosy, nieznane jęki i kwęki.

Ucho ludzkie zaczyna rozróżniać tysiąc leśnych gwarów,

Lot owadów, chrzęst gałązek, a nawet bzyczenie komarów.

Szum liści, musze szmery, a nieopodal kwietnej łąki

Wzięły się ostro za łby dwa czarne tłuste bąki.

Wieczorny koncert w parku ogłoszono jako rozpoczęty,

W taki oto sposób jego mieszkańcy stroją swoje instrumenty.


Mrok coraz bardziej swą czernią spowijał okolicę,

Latarnie zaczęły blado oświetlać przyparkowe ulice,

Zazdrosny księżyc swoją srebrną latarnię zapalił

I wypłynął zza drzew i ziemię swą poświatą ogarnął.

Tak oto niebo z ziemią objąwszy się w ramiona

Trwają w uścisku blaskiem księżyca posrebrzone.

A tuż za nim jedna gwiazda, potem jeszcze druga

Mignęła, a za nimi już i milion gwiazd na niebie mruga.

Nadano im imiona, przyznano wielkie znaczenia

By wędrowiec uniknął na ziemi i na morzu błądzenia.

Bo znając na pamięć imię każdej gwiazdy

Mógł wskazywać palcem cel podróży i drogę ich jazdy. 


Nagle kolejna rozbłysła niczym kometa wielka

Zaczęła sunąć po niebie jak po szybie deszczu kropelka.

Zaczepiała inne tworząc z nich jakby klucz ptaków

I leciały nie bacząc, że tworzą nową linię szlaków.

Widok niespotykany, w niejedną historię się wpisywał,

Ten wie, kto często nocami w parku przebywał.

Tymczasem wieczór w głęboką noc się zmienił

Chłód swą ostrością siedzących jak batem zdzielił.

Wiatr wzmagał się, napędzał ciężkie od deszczu chmury

Każdy z mieszkańców parku chował się jak mysz do dziury.

Skończył się ciepły wieczór, nawet gwiazdy znikły z nieba

Pod ciężarem kropli zaczęła wilgotnieć gleba.


Cisza nocna tajemnie i ponuro opanowała świat cały

Zgasły gwiazdy i latarnie, tylko liście drzew drżały

Gdzieniegdzie, chłodnym letnim wiatrem poruszane

Leniwie szumiąc jakby na coś nadąsane.

Wraz z wiatrem kolejna chmura nadpływa wilgotna

Zapowiadając, że noc będzie dzisiaj chłodna i słotna.

Lecz po każdej burzy słońce wschodzi niezmiennie

I zaczyna dzień kolejny jak zawsze promiennie.

A po dniu gorącym wieczór znowu otuli świat chłodem

I znowu Natura obdarzy nas ciekawych zdarzeń korowodem.

Był i gwar wieczorny i chwila ciszy, taka, aż powietrze stało

Spięte i dziwnie milczące, jakby na coś nowego czekało. 

29 marca 2024

Ś W I Ę T A WIELKANOCNE



               DZIELĄC SIĘ JAJECZKIEM 

             PRZY ŚWIĄTECZNYM STOLE              ZASTANÓWMY SIĘ KOCHANI 

                       PRZEZ CHWILĘ: 

           CO JEST NAJWAŻNIEJSZE NA  TYM ŚWIECIE? 

       ŻYCZĘ WAM I WASZYM RODZINOM: 

MIŁOŚCI – ALE DO BLIŹNIEGO 

    WIARY – ALE BEZGRANICZNEJ 

    SERCA – OTWARTEGO I NASTROJU...                           DUCHEM ŚWIĄT PEŁNEGO. 


WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI! 

21 marca 2024

Interview

On do niej woła ona go unika

Zaklina zapewnia słowo się wymyka

Chce z nią uczucia swe wiecznie podzielać

Chce, swoją duszę w jej duszę przelać.


Słów nie potrzeba uczucia rozdrabniają

Bywa że czasem drugą stronę zniechęcają

Bywa że nim jej serce swą treścią dościgną

Wietrzeją, w pół zdania jak lawa stygną.


On woła że kocha ona smutna i gniewna

On mówi wyraża miłość melodią śpiewną

Leci jak w letargu nie widząc sposobu

By dotrzeć do niej, czuje nie uniknie grobu.


Zmęczył usta i język bez potrzeby używał

Czy na pewno chciała by u niej bywał?

Czy dobrze robił kochając dni i lata

Zapewniając, że będzie tak do końca świata?


Ona nieczuła jak zaklęta w głaz Niobe

Chce mnie poddać kolejnej probie

A on rozmawiać chciał z nią serca biciem

Otwarcie, a nie tylko wzdychać skrycie.


Chętnie złączyłby usta swe z jej ustami

O miłości zapewniał pomiędzy całowaniami

Chętnie los swój złączyłby z jej losem

Och.. jego słowa nie są czczym patosem.


Ona zwiesza głowę i w dal długo patrzy

Dla niej to niepotrzebny teatrzyk

Kocha innego tak wyznać to trudno 

Bo, nie chce w jego oczach wyjść na obłudną.


A może zdoła obydwu pokochać

Serce ma pojemne zatem po co szlochać

Mówi mu co myśli ten z radości klęka

Mój Boże... skończyła się męka! 

19 marca 2024

B u r z a

Noc ciemna deszczem zwilżona

Niebo błyska strzałami błyskawic

Dusza człowieka grzechami obciążona

Płacze, całe jego życie na nic.


Związany powrozami sumienia

Chyli czoło przed dziwem natury

Ciało nie ucieka od drżenia

Statek pęka aż lecą wióry.


W oddali świat śpiewa dźwiękami

Wciskają się w każdą szczelinę

Drewno trzeszczy swoimi jękami

Wiatr w trzewiach natury wyje.


Wtem człek unosi głowę

Oczami ratunku szuka

Deszcz topi dobytku połowę

Coś w szybę okna stuka.


Świat od burzy śpiewu oszalał

Wciągnął się w ten cały zamęt

Blady księżyc na to pozwala

I nie zważa na ludzki lament.


Wtem ucho łowi ton nieznany

Człek skupia się i się nie myli

To głos kobiety z gromem zmieszany

Śpiewa pieśń tym co jeszcze żyli.


Pieśń o miłości niesie się echem

Treścią wśród gromów uwodzi

Chór innych zanosi się śmiechem

Zlewa się z grozą powodzi.


Syrena śpiewa wiatr pod oknem wyje

Człowiek zatraca się w rytmach

Żono kochana czy ja przeżyję

Czy w domu naszym stanę drzwiach?


Syrena śpiewa a Odys się łudzi

Ostatkiem sił znosi kuszenie

Tyle się w życiu natrudził

Zagubił rodzinne korzenie.


Nie słucha ni głosu ni burzy

W rytm pieśni kipielą popłynie

W ramionach żony się znów zanurzy

Na nowo miłości odkryje świątynię.