29 marca 2024

Ś W I Ę T A WIELKANOCNE



               DZIELĄC SIĘ JAJECZKIEM 

             PRZY ŚWIĄTECZNYM STOLE              ZASTANÓWMY SIĘ KOCHANI 

                       PRZEZ CHWILĘ: 

           CO JEST NAJWAŻNIEJSZE NA  TYM ŚWIECIE? 

       ŻYCZĘ WAM I WASZYM RODZINOM: 

MIŁOŚCI – ALE DO BLIŹNIEGO 

    WIARY – ALE BEZGRANICZNEJ 

    SERCA – OTWARTEGO I NASTROJU...                           DUCHEM ŚWIĄT PEŁNEGO. 


WSZYSTKIEGO DOBREGO KOCHANI! 

21 marca 2024

Interview

On do niej woła ona go unika

Zaklina zapewnia słowo się wymyka

Chce z nią uczucia swe wiecznie podzielać

Chce, swoją duszę w jej duszę przelać.


Słów nie potrzeba uczucia rozdrabniają

Bywa że czasem drugą stronę zniechęcają

Bywa że nim jej serce swą treścią dościgną

Wietrzeją, w pół zdania jak lawa stygną.


On woła że kocha ona smutna i gniewna

On mówi wyraża miłość melodią śpiewną

Leci jak w letargu nie widząc sposobu

By dotrzeć do niej, czuje nie uniknie grobu.


Zmęczył usta i język bez potrzeby używał

Czy na pewno chciała by u niej bywał?

Czy dobrze robił kochając dni i lata

Zapewniając, że będzie tak do końca świata?


Ona nieczuła jak zaklęta w głaz Niobe

Chce mnie poddać kolejnej probie

A on rozmawiać chciał z nią serca biciem

Otwarcie, a nie tylko wzdychać skrycie.


Chętnie złączyłby usta swe z jej ustami

O miłości zapewniał pomiędzy całowaniami

Chętnie los swój złączyłby z jej losem

Och.. jego słowa nie są czczym patosem.


Ona zwiesza głowę i w dal długo patrzy

Dla niej to niepotrzebny teatrzyk

Kocha innego tak wyznać to trudno 

Bo, nie chce w jego oczach wyjść na obłudną.


A może zdoła obydwu pokochać

Serce ma pojemne zatem po co szlochać

Mówi mu co myśli ten z radości klęka

Mój Boże... skończyła się męka! 

19 marca 2024

B u r z a

Noc ciemna deszczem zwilżona

Niebo błyska strzałami błyskawic

Dusza człowieka grzechami obciążona

Płacze, całe jego życie na nic.


Związany powrozami sumienia

Chyli czoło przed dziwem natury

Ciało nie ucieka od drżenia

Statek pęka aż lecą wióry.


W oddali świat śpiewa dźwiękami

Wciskają się w każdą szczelinę

Drewno trzeszczy swoimi jękami

Wiatr w trzewiach natury wyje.


Wtem człek unosi głowę

Oczami ratunku szuka

Deszcz topi dobytku połowę

Coś w szybę okna stuka.


Świat od burzy śpiewu oszalał

Wciągnął się w ten cały zamęt

Blady księżyc na to pozwala

I nie zważa na ludzki lament.


Wtem ucho łowi ton nieznany

Człek skupia się i się nie myli

To głos kobiety z gromem zmieszany

Śpiewa pieśń tym co jeszcze żyli.


Pieśń o miłości niesie się echem

Treścią wśród gromów uwodzi

Chór innych zanosi się śmiechem

Zlewa się z grozą powodzi.


Syrena śpiewa wiatr pod oknem wyje

Człowiek zatraca się w rytmach

Żono kochana czy ja przeżyję

Czy w domu naszym stanę drzwiach?


Syrena śpiewa a Odys się łudzi

Ostatkiem sił znosi kuszenie

Tyle się w życiu natrudził

Zagubił rodzinne korzenie.


Nie słucha ni głosu ni burzy

W rytm pieśni kipielą popłynie

W ramionach żony się znów zanurzy

Na nowo miłości odkryje świątynię. 

18 marca 2024

Nie pytaj

Nie pytaj bo ci nie odpowiem

Nie teraz ani za chwilę

Może nawet jutro

Albo pojutrze.


Pójdę do parku i tam rozpowiem

Ptakom drzewom i tyle

Wynucę to zgrabną nutką

I porzucę na wietrze.


Nie pytaj bo i tak się dowiesz

Że kocham cię jak wariatka

Może nawet jak poetka

Której czasem słów brakuje.


Nie pytam a ty nie odpowiesz

Na nie zadane pytanie

Nie pytam bo wiem

Co czujesz.


Dzień taki dzisiaj piękny

Pachnie wiosną

Zaproś mnie na spacer

A tam może ci powiem.


Zobaczę twój wzrok tęskny

Poczujemy swoją bliskość

Weźmiemy się za ręce

Jak dzieci i bez pytań

 

Znowu wejdziemy w szczęście. 

15 marca 2024

P a p u s z a

Drobna i delikatna

Jak mgiełka

Błądząc gdzieś myślami

Przekraczała horyzonty świata

Jej uśmiech tajemniczy

Był obietnicą czegoś.


Zawsze nieobecna

Ze wzrokiem utkwionym

Tam

Gdzie sięgała wyobraźnią

Słowem

Którym czarowała świat.


Piękna laleczka

Z upiętymi warkoczami

Wokół głowy

Złote kolczyki

Na szyi czerwone korale

Romska piękność.


Czarno - biała fotografia

Nie oddaje urody

Cudownym śpiewnym głosem

Recytuje swoje wiersze

Ona ponadczasowa

Żyjąca w swoim świecie. 


Poetka dla której świat

Był muzyką

Do której układała słowa

Niedoceniana przez swoich

Pokochana przez poetów

Wyrosła na gwiazdę.


Gdy zabrakło nieba nad głową

Im bardziej pragnęła wolności

Z bólu serca

I z czystej tęsknoty

Tworzyła coraz lepsze wiersze

Z czasem wena wygasa.


Odeszła cygańska poetka

Ale zostawiła światu 

Trwały piękny ślad po sobie

To było Jej marzenie

Marzenie samouka

Dziękuję Papuszo.


Dziękuję... 

7 marca 2024

Ż y c z e n i e mężczyzny

Kobiety mojego życia muszą być różnorakie

Bo muszę mieć wybór, więc takie, siakie i owakie.

Najlepiej, by na moje życzenie zmieniały się

Raz miały oczy takie, a do nich fryzury wszelakie.

Takie, by wszystko grało, a gdy kiwnę palcem

W mig mają mnie pocieszać, gdy jestem nie w humorze,

Bo przecież tak ciężko na nie w pracy orzę.

Mają mieć piękne buzie, niepowtarzalnej urody i

Piękne sylwetki, a na nich stroje zgodne z kanonem mody.

Niech mi dzieci rodzą, wszak przedłużają życie

I niech jak pierwsza lepsza będą, spełniając moje każde

Życzenia, żony, narzeczone i kochanki, które skrycie

Jedną przed drugą kocham, a one naiwne mają wierzyć.

Są słabe, nie szkodzi, uniosą jak trzeba ciężar moich wymagań,

Bo od tego są i ważne, żeby były wciąż młode

I umiały tak samo z wdziękiem trzymać i młotek 

I kieliszek najlepszego wina, a jak mają słabą głowę

Też nie szkodzi, ja o wszystko zadbam, taki ze mnie drań.

Mają być mi wierne i moje, jak długo mi się to podoba

Wszak każda kobieta, to prawdziwego mężczyzny ozdoba.

Na dobre i na złe, zmęczone czy nie, po to je brałem.

Już idziesz? 

                     Nie uciekaj! 

                                            Zostańńń...

                                                                   ... ja tylko żartowałem... 

28 lutego 2024

W i e l k a

Uformowała Ją wojna

w którą została uwikłana

w to doświadczenie strojna

odkrywając paradoks życia

pisała historie rymami składane.


Ucząc się świata na nowo

wiedzę jak łup potraktowała

próbowała gotować recepty zdrowe

z wątków cierpienia i pragnienia

z bólem swój ból wyrażała.


Jej twórczość dojrzałością uderza

intelekt kopie życia kruszył

niepokój w jednym kierunku zmierzał

z humorem zapewniając dystans

i budując z nich pewną arkę przymierza.


Myślicielką była nad ludzką naturą

demaskatorką grozy i bezsensu

całe zło instynktownie pod skórą

czuła przykrywając je chmurą

mądrych wartości żartu.


Poezja w prozie czy wiersz felieton

stały się Jej w filozofii dyskursem 

te wersy nie każdy mógł ogarnąć beton

musiał pomyśleć by potem z trudem

odgadnąć co autorka miała na myśli.


Trzeba namysłu by Jej rymy zrozumieć

ograniczenia swe szlifować by przeżyć

by słów każde rymy mogły słodko szumieć

i odgłosy wszechświata móc zmierzyć

tak by wszystko i całość nie okazały się przypadkiem.


Wyobraźnia Jej jest warunkowa

lecz boleśnie łączy się z prawdziwą wizją

rzeczywistości przed którą się chowa

byt mierzący się z życiem

uprzedzony że cud  życia nie jest hipokryzją.


Poetka to Wielka Dama wśród poetów

błahość i ważność traktująca na równi

z uwagą mimo że sporo tam sekretów

że mało czasu na ogarnięcie mamy

głębokiej życia studni.  

22 lutego 2024

O Niej i o Nim

 Wiosna? Gdy patrzysz, masz wrażenie, że to cud jaki

Który zwiastują pączki drzew, kwiatów i radosne ptaki.

Bocian upatrzył sobie za nowy dom wierzchołek sosny

I skrzydłami daje znak światu rychłe przyjście wiosny.

Inne dzikie ptactwo dumnie unosi się ponad lasem

Obwieszcza swój powrót po zimie ogromnym hałasem.

W znanym nam parku jak na wiosny urodę przystało

Onego tygodnia dwoje nieznajomych się spotkało

Przypadkiem, spacerując, delektując się porą roku

Spotkali się i nie mogli od siebie oderwać wzroku.

On i Ona w jednej chwili poczuli w sercach to samo,

Miłość, z dawna przez Naturę człowiekowi przyznawaną.


Stali tak bez ruchu, nad nimi niebo błękitem obciągnięte

Czyste jak morze, lecz tu i ówdzie chmurkami wygięte.

Tu wiatr poruszał listkami, tam nieśmiało ptaszek zaśpiewał

Oni stali zaczarowani, a nad Nimi afekt w jedno się zlewał.

Ona sytuacją zdumiona coraz bardziej się rumieni,

On tam pod drzewem, wygląda jakby był igraszką cieni.

Nieśmiałość górę jednak nad dobrym chowaniem wzięła

Poszli w swoją stronę, nawet Natura za Nimi się nie ujęła.

Minęło dni kilka, wiosna z domów każdego wyganiała

Niebo, słońce, pachnące powietrze, aura jakże wspaniała.

Park czekał, a w nim śliczne ławeczki i miejsca urocze  

Tu rodzina się przechadza, tam zakochana panna chichocze. 


Wtem, gdy wysoko stojące słońce samo południe obwieściło

I sunąc po niebie na chwilkę za białą chmurką się skryło

Ona w końcu alejki w całej swej krasie światu się pokazała 

Krocząc dumnie, piękna i powabna, tajemnicza i jakże śmiała.

Swą postacią kusi wzrok niejednego patrzącego, zjawiskiem

Jest w parku, na tle kwiatów mieni się niezwykłym blaskiem,

Wręcz wrodzonym, którego samo słońce gorąco jej zazdrości, 

Ustępuje pola kobiecej urodzie, złotą poświatą dodając wartości.

Panna szła alejką, wśród róż, jak one prosta, piękna i dostojna

Pokazując światu, jak wobec Niej sama Natura jest hojna.

Wodziła wzrokiem leniwie, jakby się czegoś spodziewała,

Jakby nadzieję miała, na samą myśl wewnętrznie drżała cała.


I stało się, z końca alejki wśród krzewów ruch nieśmiały dostrzegła

To On, idzie ku Niej, kilka kroków, uśmiechem ku Niemu wybiegła.

Wzrokiem się jeszcze spotkali, ich twarze wymalowało wzruszenie

Tak byli Oboje spięci, jakby mieli oddać ostatnie życia tchnienie.

Stanęli w pół kroku w siebie zapatrzeni, zapomnieli o całym świecie

Czas stanął, byli On i Ona, co się dalej stało, czy odgadniecie?

Mijały dni i tygodnie, piękna wiosna w piękne lato się przemieniła

Między naszymi znajomymi miłość w ich sercach na stałe zagościła.

Niezwykła, trudno taką opisać, brakuje słów odpowiednio niezwykłych

By w niezwykły sposób uwiecznić najpiękniejsze uczucie, jedno z tych

Które nie tylko nie daje zapomnieć, ale na zawsze to coś w nich utrwala 

I z każdym nowym przypływem umacnia, niczym morska fala.


Widać było, że tych dwoje młodych, coś nie z tej ziemi łączy,

Że wraz z zachodem słońca, sprawa między nimi się nie skończy.

Na kolejnym spotkaniu ujął Jej dłoń i mocno do ust przycisnął

Usłużył ramieniem i poprowadził ku ławeczce stojącej blisko.

Usiedli, ona jeszcze trochę się waha, lecz śle uśmiech grzecznie

Jakby przyzwolenie, z każdą chwilą czując się przy Nim bezpiecznie.

O czym ze sobą mówili, patrząc na Nich, łatwo zgadnąć było

Rzeczy to były ważne, zajmujące, słońce za horyzont się już kryło

A Oni dalej prowadzili rozmowę, nieświadomi upływającego czasu,

Szczęśliwi z tak nagle przytrafiającego się Im ambarasu.

Bez skrępowania żadnego poznawali swe najskrytsze tajemnice

I bez skrępowania składali sobie wzajem słodkie obietnice.


Wieczór, chłód powiewem wiatru wyprosił z parku tłum gwarny

Zostali sami, w wieczornej księżyca poświacie stanowili tło barwne.

Wstali, Ona wzniosła głowę i popatrzyła mu w oczy nieśmiało,

On wykonał ruch delikatny, zgadniecie co potem się działo?

Wyszli z parku, przytuleni, zakochani, nieobecni dla świata

To się śmiejąc, to szepcząc do ucha, jak to los dziwnie splata

Ludzkie ścieżki. Coś o tym wiem i powiem wam szczerze

Że miłość tych dwojga rozkwitnie jak kwiat, ja w to wierzę.

Od początku bowiem, coś mi w głowie radośnie szeptało,

Że z tym Dwojgiem Pięknych Istot stało się tak, jak się stać miało.

Miłość nie jest tylko zwykłym przypadkiem, na to nie trzeba dowodu

Wystarczy wyjść na spacer do parku, czy do innego pięknego ogrodu.


Jeżeli masz spotkać miłość, to ją prędzej czy później spotkasz,

Nieważne miejsce i czas, pytanie, czy temu wyzwaniu sprostasz? 


Post Scriptum:

Wieczór był piękny, ciepły, niebo po gwiazdorsku ustrojone

Świeciło z góry na Młodą Parę jakby srebrem było zbrojone.

Tłum gości zaproszonych gromadził się w pięknej sali

Gdzie rodzice młodych z uśmiechem i kielichem wina ich witali.

Pan Młody ze swego szczęścia publicznie się cieszył

I ku swej wybrance ochoczo i widocznym uczuciem w oczach spieszył.

Ona oddawała mu to samo z nie skrywaną radością

Pewna, że na wieki zostanie jedyną Jego namiętnością.

Za pomyślność Ich planów wypiłam niejeden kieliszek szampana,

Życząc, by droga Ich życia szczęściem i miłością była wysadzana.

19 lutego 2024

Do Niego

W parku, opartego o drzewo jego zobaczyłam

Aż westchnęłam, nie wiem na co liczyłam.

Takie nagłe lecz miłe to było widowisko

Drzewo, w jego cieniu on, czy to uroczysko?

Udawałam, że nie widzę, jak tam stoi i duma

Ciekawam była jaka jego myśli suma

Na mnie kieruje uwagę, niech by się choć skłonił

Dał znak że widzi, lecz nie, on myślami gonił

Gdzieś tam, a jam nie władna ich przy sobie zatrzymać

Została mi jeno zabawa, jego imię odgadywać.

W pewnej chwili zdało mi się, jego wzrok ognisty

Padł na mnie, taki przytomny, taki rzeczywisty.


I co to, prąd jakby przeszył me ciało tysiącem sztyletów

Poczułam nagle muzykę, jakby grało tysiąc fletów.

Była mi przeznaczona, leciała ku mnie, jak do zwierciadła

Przeszyła serce i u mych stóp delikatnie upadła.

Świat zapłonął, a on zmrużył oczy, ręką je przysłonił

I wydawało mi się, że patrząc na mnie lekko się ukłonił.

Co robić, to nieznajomy, lecz serce bije szybko i boleśnie

Z jego powodu czuję się i lekko i jakbym była we śnie.

Czy to prawdziwe, czy nierealne swą niezwykłością widzenie?

On tam, ja tu, między nami tyle słów, a łączy nas jeno milczenie.

Podejdź do mnie, miej odwagę złożyć wyznanie choć z bliska 

Nie jestem księżniczką z niedostępnego zamczyska.


Nie wypada już czekać, widać nieznajomy nieśmiały

I nie potrafi odważnie stawiać czoła romantycznej kabały?

Może mi się zdaje, może pierwej wskazana rozmowa

W której sprawa wyjaśniłaby się co do słowa?

Szkoda, słonko skrywa pospiesznie swe złocone lico

Przyjdę tu jutro, może oczy jego sylwetkę znowu uchwycą?

Wiem, jest mą wyśnioną bajką, jest tym jednym jedynym

Marzę, by się nie skończyła, wraz z zejściem słonecznej kurtyny.

Lecz słońce nie sługa, kresów nieba już dochodziło

Trzeba wracać, coraz bardziej  w oczy czerwienią raziło.

Och... nieznajomy, myślę o tobie jak o moim kochanku

Skradłeś mi serce, tyś Romeo, ja Julia stojąca na ganku.



Z parku miła nieznajoma wyszła ze zwieszoną głową

Jej myśli wciąż wokół nieznajomego kłębią się i toną

W domysłach, może to spotkanie to czary, pytań tyle

W głowie, może zostać powinna, dać mu szansę przez kolejną chwilę?

Wróci do parku jutro, wszak to sobie sama obiecała

I sobie i jemu do bliższego poznania, dać okazję chciała.


c.d.n.