Nauczycielką być kochała
Przez to trudną drogę przeszła
Była twarda jak lita skała
Jej pora wkrótce nadeszła.
Ze wszystkich sił się starała
By w zawodzie pracować
W końcu awansowała
Nie miała czasu balować.
Sukces jeden za drugim
Świadczył o zaangażowaniu
Zaciągała życiowe długi
Nie było mowy o żadnym cofaniu.
Uczniowie jak nikt ją kochali
Bezgranicznie i bezwarunkowo
Przełożeni szanowali
Wiodła życie jak na nią bajkowe.
Niejeden uczeń zaczął ją przerastać
Satysfakcję murowaną miała
Ona i oni mieli talent i basta
Mimo to wielce skromną pozostała.
Mijały lata nic się nie zmieniało
Tak bywa praca dom dom praca
Nawet rodziny zakładać się jej nie chciało
Powtarzała, że to się jej nie opłaca.
Przyszła pora na odejście z zawodu
Nie mogła się z tym długo pogodzić
Wszak radość czerpała tylko z tego miodu
I co teraz będzie robić?
Poświęciła życie dla wyśnionej pracy
Nie miała na nic więcej czasu
No cóż, nie ma tu co kozaczyć
Musiała szybko wyjść z tego impasu.
Nie planowała jednak siedzieć w domu
Trzeba było znaleźć sobie jakieś miejsce
Znalazła, wśród takich jak ona seniorów
Nazwała to szczęściem.
Są tuż obok nas osoby takie jak ona
Dla jedynego marzenia gotowe poświęcić inne
I tak jak ona zawsze kochane i cenione
Pracują na ten szacunek solidnie.