28 lutego 2024

W i e l k a

Uformowała Ją wojna

w którą została uwikłana

w to doświadczenie strojna

odkrywając paradoks życia

pisała historie rymami składane.


Ucząc się świata na nowo

wiedzę jak łup potraktowała

próbowała gotować recepty zdrowe

z wątków cierpienia i pragnienia

z bólem swój ból wyrażała.


Jej twórczość dojrzałością uderza

intelekt kopie życia kruszył

niepokój w jednym kierunku zmierzał

z humorem zapewniając dystans

i budując z nich pewną arkę przymierza.


Myślicielką była nad ludzką naturą

demaskatorką grozy i bezsensu

całe zło instynktownie pod skórą

czuła przykrywając je chmurą

mądrych wartości żartu.


Poezja w prozie czy wiersz felieton

stały się Jej w filozofii dyskursem 

te wersy nie każdy mógł ogarnąć beton

musiał pomyśleć by potem z trudem

odgadnąć co autorka miała na myśli.


Trzeba namysłu by Jej rymy zrozumieć

ograniczenia swe szlifować by przeżyć

by słów każde rymy mogły słodko szumieć

i odgłosy wszechświata móc zmierzyć

tak by wszystko i całość nie okazały się przypadkiem.


Wyobraźnia Jej jest warunkowa

lecz boleśnie łączy się z prawdziwą wizją

rzeczywistości przed którą się chowa

byt mierzący się z życiem

uprzedzony że cud  życia nie jest hipokryzją.


Poetka to Wielka Dama wśród poetów

błahość i ważność traktująca na równi

z uwagą mimo że sporo tam sekretów

że mało czasu na ogarnięcie mamy

głębokiej życia studni.  

22 lutego 2024

O Niej i o Nim

 Wiosna? Gdy patrzysz, masz wrażenie, że to cud jaki

Który zwiastują pączki drzew, kwiatów i radosne ptaki.

Bocian upatrzył sobie za nowy dom wierzchołek sosny

I skrzydłami daje znak światu rychłe przyjście wiosny.

Inne dzikie ptactwo dumnie unosi się ponad lasem

Obwieszcza swój powrót po zimie ogromnym hałasem.

W znanym nam parku jak na wiosny urodę przystało

Onego tygodnia dwoje nieznajomych się spotkało

Przypadkiem, spacerując, delektując się porą roku

Spotkali się i nie mogli od siebie oderwać wzroku.

On i Ona w jednej chwili poczuli w sercach to samo,

Miłość, z dawna przez Naturę człowiekowi przyznawaną.


Stali tak bez ruchu, nad nimi niebo błękitem obciągnięte

Czyste jak morze, lecz tu i ówdzie chmurkami wygięte.

Tu wiatr poruszał listkami, tam nieśmiało ptaszek zaśpiewał

Oni stali zaczarowani, a nad Nimi afekt w jedno się zlewał.

Ona sytuacją zdumiona coraz bardziej się rumieni,

On tam pod drzewem, wygląda jakby był igraszką cieni.

Nieśmiałość górę jednak nad dobrym chowaniem wzięła

Poszli w swoją stronę, nawet Natura za Nimi się nie ujęła.

Minęło dni kilka, wiosna z domów każdego wyganiała

Niebo, słońce, pachnące powietrze, aura jakże wspaniała.

Park czekał, a w nim śliczne ławeczki i miejsca urocze  

Tu rodzina się przechadza, tam zakochana panna chichocze. 


Wtem, gdy wysoko stojące słońce samo południe obwieściło

I sunąc po niebie na chwilkę za białą chmurką się skryło

Ona w końcu alejki w całej swej krasie światu się pokazała 

Krocząc dumnie, piękna i powabna, tajemnicza i jakże śmiała.

Swą postacią kusi wzrok niejednego patrzącego, zjawiskiem

Jest w parku, na tle kwiatów mieni się niezwykłym blaskiem,

Wręcz wrodzonym, którego samo słońce gorąco jej zazdrości, 

Ustępuje pola kobiecej urodzie, złotą poświatą dodając wartości.

Panna szła alejką, wśród róż, jak one prosta, piękna i dostojna

Pokazując światu, jak wobec Niej sama Natura jest hojna.

Wodziła wzrokiem leniwie, jakby się czegoś spodziewała,

Jakby nadzieję miała, na samą myśl wewnętrznie drżała cała.


I stało się, z końca alejki wśród krzewów ruch nieśmiały dostrzegła

To On, idzie ku Niej, kilka kroków, uśmiechem ku Niemu wybiegła.

Wzrokiem się jeszcze spotkali, ich twarze wymalowało wzruszenie

Tak byli Oboje spięci, jakby mieli oddać ostatnie życia tchnienie.

Stanęli w pół kroku w siebie zapatrzeni, zapomnieli o całym świecie

Czas stanął, byli On i Ona, co się dalej stało, czy odgadniecie?

Mijały dni i tygodnie, piękna wiosna w piękne lato się przemieniła

Między naszymi znajomymi miłość w ich sercach na stałe zagościła.

Niezwykła, trudno taką opisać, brakuje słów odpowiednio niezwykłych

By w niezwykły sposób uwiecznić najpiękniejsze uczucie, jedno z tych

Które nie tylko nie daje zapomnieć, ale na zawsze to coś w nich utrwala 

I z każdym nowym przypływem umacnia, niczym morska fala.


Widać było, że tych dwoje młodych, coś nie z tej ziemi łączy,

Że wraz z zachodem słońca, sprawa między nimi się nie skończy.

Na kolejnym spotkaniu ujął Jej dłoń i mocno do ust przycisnął

Usłużył ramieniem i poprowadził ku ławeczce stojącej blisko.

Usiedli, ona jeszcze trochę się waha, lecz śle uśmiech grzecznie

Jakby przyzwolenie, z każdą chwilą czując się przy Nim bezpiecznie.

O czym ze sobą mówili, patrząc na Nich, łatwo zgadnąć było

Rzeczy to były ważne, zajmujące, słońce za horyzont się już kryło

A Oni dalej prowadzili rozmowę, nieświadomi upływającego czasu,

Szczęśliwi z tak nagle przytrafiającego się Im ambarasu.

Bez skrępowania żadnego poznawali swe najskrytsze tajemnice

I bez skrępowania składali sobie wzajem słodkie obietnice.


Wieczór, chłód powiewem wiatru wyprosił z parku tłum gwarny

Zostali sami, w wieczornej księżyca poświacie stanowili tło barwne.

Wstali, Ona wzniosła głowę i popatrzyła mu w oczy nieśmiało,

On wykonał ruch delikatny, zgadniecie co potem się działo?

Wyszli z parku, przytuleni, zakochani, nieobecni dla świata

To się śmiejąc, to szepcząc do ucha, jak to los dziwnie splata

Ludzkie ścieżki. Coś o tym wiem i powiem wam szczerze

Że miłość tych dwojga rozkwitnie jak kwiat, ja w to wierzę.

Od początku bowiem, coś mi w głowie radośnie szeptało,

Że z tym Dwojgiem Pięknych Istot stało się tak, jak się stać miało.

Miłość nie jest tylko zwykłym przypadkiem, na to nie trzeba dowodu

Wystarczy wyjść na spacer do parku, czy do innego pięknego ogrodu.


Jeżeli masz spotkać miłość, to ją prędzej czy później spotkasz,

Nieważne miejsce i czas, pytanie, czy temu wyzwaniu sprostasz? 


Post Scriptum:

Wieczór był piękny, ciepły, niebo po gwiazdorsku ustrojone

Świeciło z góry na Młodą Parę jakby srebrem było zbrojone.

Tłum gości zaproszonych gromadził się w pięknej sali

Gdzie rodzice młodych z uśmiechem i kielichem wina ich witali.

Pan Młody ze swego szczęścia publicznie się cieszył

I ku swej wybrance ochoczo i widocznym uczuciem w oczach spieszył.

Ona oddawała mu to samo z nie skrywaną radością

Pewna, że na wieki zostanie jedyną Jego namiętnością.

Za pomyślność Ich planów wypiłam niejeden kieliszek szampana,

Życząc, by droga Ich życia szczęściem i miłością była wysadzana.

19 lutego 2024

Do Niego

W parku, opartego o drzewo jego zobaczyłam

Aż westchnęłam, nie wiem na co liczyłam.

Takie nagłe lecz miłe to było widowisko

Drzewo, w jego cieniu on, czy to uroczysko?

Udawałam, że nie widzę, jak tam stoi i duma

Ciekawam była jaka jego myśli suma

Na mnie kieruje uwagę, niech by się choć skłonił

Dał znak że widzi, lecz nie, on myślami gonił

Gdzieś tam, a jam nie władna ich przy sobie zatrzymać

Została mi jeno zabawa, jego imię odgadywać.

W pewnej chwili zdało mi się, jego wzrok ognisty

Padł na mnie, taki przytomny, taki rzeczywisty.


I co to, prąd jakby przeszył me ciało tysiącem sztyletów

Poczułam nagle muzykę, jakby grało tysiąc fletów.

Była mi przeznaczona, leciała ku mnie, jak do zwierciadła

Przeszyła serce i u mych stóp delikatnie upadła.

Świat zapłonął, a on zmrużył oczy, ręką je przysłonił

I wydawało mi się, że patrząc na mnie lekko się ukłonił.

Co robić, to nieznajomy, lecz serce bije szybko i boleśnie

Z jego powodu czuję się i lekko i jakbym była we śnie.

Czy to prawdziwe, czy nierealne swą niezwykłością widzenie?

On tam, ja tu, między nami tyle słów, a łączy nas jeno milczenie.

Podejdź do mnie, miej odwagę złożyć wyznanie choć z bliska 

Nie jestem księżniczką z niedostępnego zamczyska.


Nie wypada już czekać, widać nieznajomy nieśmiały

I nie potrafi odważnie stawiać czoła romantycznej kabały?

Może mi się zdaje, może pierwej wskazana rozmowa

W której sprawa wyjaśniłaby się co do słowa?

Szkoda, słonko skrywa pospiesznie swe złocone lico

Przyjdę tu jutro, może oczy jego sylwetkę znowu uchwycą?

Wiem, jest mą wyśnioną bajką, jest tym jednym jedynym

Marzę, by się nie skończyła, wraz z zejściem słonecznej kurtyny.

Lecz słońce nie sługa, kresów nieba już dochodziło

Trzeba wracać, coraz bardziej  w oczy czerwienią raziło.

Och... nieznajomy, myślę o tobie jak o moim kochanku

Skradłeś mi serce, tyś Romeo, ja Julia stojąca na ganku.



Z parku miła nieznajoma wyszła ze zwieszoną głową

Jej myśli wciąż wokół nieznajomego kłębią się i toną

W domysłach, może to spotkanie to czary, pytań tyle

W głowie, może zostać powinna, dać mu szansę przez kolejną chwilę?

Wróci do parku jutro, wszak to sobie sama obiecała

I sobie i jemu do bliższego poznania, dać okazję chciała.


c.d.n. 

15 lutego 2024

Do Niej

O ty nieznajoma o nieznanym imieniu,

Ktoś ty, boginią jesteś, czy tkwisz jeno w mym widzeniu?

Co cię w to tak piękne miejsce sprowadza,

Kto trzyma nad twoim wdziękiem i urodą władzę?

Może to twojej urody bogaty miłośnik,

A może tylko zwyczajny zazdrośnik?

I jak księżniczkę w zaczarowanym zamku strzeże,

Którą przed ludzkim okiem bronią rycerze?

Powiedz, czyś ty powieści bohaterką smutnych?

Zdradź o Pani, dzieje twych losów okrutnych.

Mogę wybawicielem być, daj znak głowy skinieniem,

Rządź mną, rozkazuj Pani, służę swym ramieniem.


Patrzę zachwycony na ten rumieniec dziewiczy,

Na twe młode i piękne uśmiechnięte oblicze,

Wraz z kwieciem parkowym tworzysz cudo jaskrawe

Śmiej się , zgrabne strój minki, kontynuujmy zabawę.

Niech twoja uroda wiecznie me oczy pieści

Z twoich słów niech płyną ku mnie urocze treści. 

Przyznaj szczerze, czy aby nie jesteś wielką heroiną

Muzą sławnych poetów, nie, tyś prześliczną dziewczyną.

Moje uczucia już ku tobie biegną, jak cenna myśl ukryta

W sercu mym, jesteś różą śród innych rozkwitłą.

Chcę cię jak kwiat piękny, ustawić przed słońcem,

Byś w jego promieniach płonęła złotych barw tysiącem.


Myślę o tobie jak o wdzięcznej pasterce,

Zachodzę w głowę jakim cudem skradłaś me serce,

Tyle cudownych cech w tobie upatruję,

Marzę, i wciąż w myślach twoje imię odgaduję.

Zapewniam, że dla innych me serce nieczynne,

Żeby nie wiem jak były sprytne i zwinne.

Nimfo, czarodziejko, nie uciekaj, nie znikaj

Stój, czas niedobry dla mnie, miłe chwile połyka. 

Widzę cię, skrawek sukni, jeszcze wstążka pląsa leniwie

Widzę cię, och... ja ten wdzięczny widok pożeram chciwie.

Pani! Twoje imię! Jego głos brzmi nieco chrapliwie,

Była to jawa czy sen? Już po czarach. Już po dziwie. 


Odwrócił się i próbował odejść jak ona, gdzieś w siną dal

Zwiesił głowę, przystanął i zamyślił się, dawno zaszło słońce

A on wciąż błądził wzrokiem zamyślony i dalej tak stał. 


c.d.n.

9 lutego 2024

M o j a muzyka

Kiedy jadę

śpiewają koła

Patrzę przez okno

deszcz kroplami leje  

Gdy śpię

Moja muzyka mnie woła

Otwieram oczy

Świat się do mnie śmieje.


Kiedy idę

Mruczą pod stopami drobiazgi

Gdy przystaję

Odgłos jeszcze gdzieś się toczy

Nadstawiam ucha

Łowię muzyczne trzaski

Wyobraźnia pracuje

Nasuwa szereg tonów uroczych.


Kiedy siedzę

Każdy szelest ucho mami

Słucham

Nic takiego się nie dzieje

Jednak między dźwiękami

Czuję małe poruszenie

Jakby fala

Niesie nowe a to deszcz leje.


Kiedy leżę

I oczy mam zamknięte

Wabi mnie cisza

Silnym nad wyraz doznaniem

Wchodzę w nią

W jakieś wiraże zaklęte

Znów słyszę muzykę

Jest coraz bliższa i bliższa.


Kiedy stoję

Moja muzyka mnie otacza

Mocno

Jest we mnie i tuż obok

Wszędzie ją słyszę

Jest moim czułym nerwem

To krwi mojej potok

Jest tym co mnie osacza.


Moja muzyka mnie woła

Jadę idę siedzę leżę stoję

Woła mnie żyję

Jestem jej posłuszna

Cała się w nią stroję.

Moja

Muzyka

Mnie

Woła...

Słyszysz...? 

5 lutego 2024

K o c h a n e k

Gdy o tym myślę mam miłe dreszcze

bliskości z Tobą tak chciałabym

doświadczyć jeszcze.


To właśnie ten moment uczucia

tak specyficznie dojrzałego

boję się jego zepsucia.


Ostrożnie więc i delikatnie stąpam

po tej materii misternie utkanej

i w oczekiwaniu trwam.


Przeżywam milcząc w przestrzeń wpatrzona

przeszywam wzrokiem jej głębię

wiem jestem pragnieniem tym ogłuszona.


Może kawę wypijemy patrząc sobie w oczy

siedząc blisko na ławeczce

może kilka słów powiemy uroczych.


Gdy o tym myślę uśmiech powraca

i twarz łagodnie zdobi

jak promyk słońca całą mnie ozłaca.


Umówmy się wreszcie czas ucieka

otworzyłam się na to spotkanie

może przyjdziesz nie zwlekaj.


A gdy przyjdziesz oczu nie spuszczę

ani nie pomyślę czy wypada

uczucia do Ciebie na nowo się nauczę.


Wybacz powiem czuję się jak ze snu wyrwana

nieśmiałość bierze jednak górę

taka jestem zakłopotana.


Gdy o tym myślę mam rumieńce

stan mój skalę przebija

uczucie poskramia mękę.


O czym tak myślisz znajoma pyta

uśmiecham się i tajemniczo milczę

gdzieś tam głęboko snuje się miłość skryta. 

3 lutego 2024

Spadająca gwiazda

Widziałam gwiazdę jak spada

Chciałam wymówić życzenie

Nie zdążyłam, tak szybko uleciała

Malutkie zmartwienie.


Noc taka piękna była

Niebo gwiazd milionami znaczone

Wcale się nie zdziwiłam

Gdy zawiało, siedziałam szalem otulona.


Wpatrzyłam się w horyzont daleki

Hipnotyzował aż oczy piec zaczęły

Świat taki duży a wymaga opieki

Pomyślałam, wnet odgłosy nocy usnęły.


Cisza i ten wiatru podmuch

Wszystko takie nierealne się zdało

Chwila niedaleko dźwięk jakiś ruch

Gdzieś jakieś zwierzę ujadało.


Kolejna gwiazda ruszyła z Nieba

W daleką podróż ku Ziemi

Wyrazić życzenie nastała potrzeba

Nie, przecież życia mi to nie zmieni.


Czy aby naprawdę spadająca gwiazda

Zawsze ludziom szczęście przynosi?

Co innego znaczy gdy oderwie się od gniazda

Wbrew temu, co stara legenda głosi. 


Jednak łudzić się nadzieją

Rzecz ludzka nikomu nie szkodzi

Życzmy sobie niech cuda się zadzieją

Czyż w życiu nie o to nam chodzi? 

1 lutego 2024

M i ł o s n y

Jak kwiatek

Jak długie krucze włosy

Jak krótki i cichy trzepot

Skrzydeł motyla nad morzem

Szlochając w samotności

Wpatruję się w niebo.


Dziś jestem nostalgiczny 

Wciąż czuję miłość do Ciebie

A Ty ani drgniesz

Nie spoglądasz w moją stronę

Nie doceniasz mojego uczucia

Nie słyszysz wołania

Głos mój drży wiem

Ciebie nie ma.


Jesteś przeszłością

Moją tęsknotą

Moją pamięcią

Niespełnionym marzeniem

Moim pięknym kwiatem

Jak motyl delikatnym

Niezapisaną książką

Obrazem.


Mam szczęście

Że mogę pamięcią

Pisać Twój portret

Na mokrej szybie

W piasku pustynnym

W wietrze szalonym

Na niebie bezkresnym

Wszędzie.


Przenikam w przestrzeń

I patrzę

Wszędzie widzę Twoją twarz 

W białym kwiecie

W kruczych włosach

Innych dziewczyn

W skrzydłach motyla

W morzu samotności.


I płaczę za Tobą

Rozpaczam

Gdy mrok zabiera dzień

Gdy cisza ogarnia me serce

Łza toczy się po policzku

Wspominam... 

31 stycznia 2024

Poświęcenie

Nauczycielką być kochała

Przez to trudną drogę przeszła

Była twarda jak lita skała

Jej pora wkrótce nadeszła.


Ze wszystkich sił się starała

By w zawodzie pracować

W końcu awansowała

Nie miała czasu balować.


Sukces jeden za drugim

Świadczył o zaangażowaniu

Zaciągała życiowe długi

Nie było mowy o żadnym cofaniu.


Uczniowie jak nikt ją kochali

Bezgranicznie i bezwarunkowo

Przełożeni szanowali

Wiodła życie jak na nią bajkowe.


Niejeden uczeń zaczął ją przerastać

Satysfakcję murowaną miała

Ona i oni mieli talent i basta

Mimo to wielce skromną pozostała.


Mijały lata nic się nie zmieniało

Tak bywa praca dom dom praca

Nawet rodziny zakładać się jej nie chciało

Powtarzała, że to się jej nie opłaca.


Przyszła pora na odejście z zawodu

Nie mogła się z tym długo pogodzić

Wszak radość czerpała tylko z tego miodu

I co teraz będzie robić?


Poświęciła życie dla wyśnionej pracy

Nie miała na nic więcej czasu

No cóż, nie ma tu co kozaczyć

Musiała szybko wyjść z tego impasu.


Nie planowała jednak siedzieć w domu

Trzeba było znaleźć sobie jakieś miejsce

Znalazła, wśród takich jak ona seniorów

Nazwała to szczęściem.


Są tuż obok nas osoby takie jak ona

Dla jedynego marzenia gotowe poświęcić inne

I tak jak ona zawsze kochane i cenione

Pracują na ten szacunek solidnie.